Felieton Dyktatora (2)

Data publikacji: 14 kwietnia 2014, 14:30
Autor: Dyktator

Ku mojemu zaskoczeniu, zostałem nawet dość mile przyjęty przez Czytelników na portalu L-Instruktor. Bardzo dziękuję! Nie chodzi tu jednak o moją osobistą satysfakcję, ale przede wszystkim o jakże pozytywne wrażenie, że na tym forum przeważają ludzie myślący i umiejący patrzeć obiektywnie na rzeczywistość. To dziś rzadkie zjawisko…

Zazwyczaj na wielu portalach internetowych, wśród komentujących aż roi się od wszechwiedzących fachowców (we własnym mniemaniu), którzy w mniej lub bardziej kulturalny sposób, zależnie od poziomu intelektualnego danej osoby, wypowiadają swoje myśli i zarazem oceny pod adresem autora. Cieszę się zatem, że tego rodzaju indywidua należą na L-Instruktorze do rzadkości. A teraz, zgodnie z zapowiedzią, o egzaminatorach.

Ja jestem PAN EGZAMINATOR!

Wiele lat temu, kiedy jeszcze egzamin na placu manewrowym na kategorię B przewidywał różne rodzaje parkowania (skośne, równoległe, prostopadłe), byłem przypadkowym świadkiem takiej oto sceny: zadanie egzaminacyjne wykonywała młodziutka dziewczyna i parkując najechała na którąś z linii. Wówczas groźnie wyglądający Pan Egzaminator tubalnym głosem wydał polecenie:

- Bieg ustawić na luz, zaciągnąć hamulec awaryjny, wysiąść z pojazdu!”

Dziewczyna wysiadła, a on pokazał jej paluchem, że koło stoi na białej linii.

- Widać?

- Tak - odrzekła cicho i nieśmiało speszona zdająca.

- Jak widać, to proszę wrócić do pojazdu i wykonać drugą próbę! – zadysponował Pan Egzaminator.

Dziewczyna pospiesznie wróciła do samochodu i kiedy już miała wycofać auto, rozległ się głośny okrzyk „fachowca”:

- A co ty niunia, w ciążę zaszłaś w tym czasie, że już zapięcie pasa przestało cię obowiązywać?!

Mało rzeczy może mnie zdziwić, ale przyznam, że byłem bardzo zbulwersowany postawą egzaminatora i zastanawiałem się, co ja bym mu powiedział na miejscu tej dziewczyny. Zajście w ciążę na szczęście mi nie grozi, ale pewnie ten bufon i dla mnie znalazłby równie prostacką odzywkę. Znając swój temperament, ja też z pewnością nie pozostałbym mu dłużny, nie bacząc już na wynik egzaminu. 

Oczywiście obecnie chamskie wypowiedzi egzaminatora są już nie do pomyślenia i coś takiego nie uszłoby temu osobnikowi bezkarnie. To bardzo dobrze, bo nic nie usprawiedliwia takiego zachowania.

Mam jednak wrażenie, że w niektórych egzaminatorach pozostała po dziś dzień taka maniera ważniaka - najmądrzejszego, najlepszego (też oczywiście we własnym mniemaniu) i traktującego osobę zdającą jak człowieka niższej kategorii. Co ciekawe i smutne zarazem, prezentują ją niekiedy także młodzi egzaminatorzy, chociaż lata ich własnego stażu za kierownicą można policzyć na palcach.

Zaznaczam z góry, że ta refleksja dotyczy TYLKO NIEKTÓRYCH egzaminatorów. Znam również wielu takich, którzy do swego zawodu podchodzą po prostu normalnie, starają się być nie tylko urzędnikami państwowymi, super-profesjonalistami, ale także ludźmi. Ale nie wszyscy!

Niedawno w jednym z WORD-ów obserwowałem przebieg egzaminów. Wychodzi na plac naburmuszony pan egzaminator i wzywa do siebie kolejną zdającą osobę:

- Pani Małgorzata Kowalska!

Delikwentka podchodzi, mówi „Dzień dobry, to ja” i słyszy:

- Proszę okazać dowód osobisty! Proszę do samochodu!

Żadnego uśmiechu, żadnego sympatycznego gestu. Oficjalna, sztywna postawa, jawnie okazywana wyższość.  A czy Panu Egzaminatorowi spadłaby z głowy korona, gdyby chociaż uśmiechnął się albo powiedział:

- Czemu pani taka wystraszona? Spokojnie, ja też kiedyś zdawałem egzaminy!

Autorytetu nie buduje się sztywniactwem i bufonadą. Osoba przestępująca do egzaminu i tak jest przecież wystarczająco zdenerwowana. To naturalne. Egzaminator-buc, który lubi zestresować zdającego jeszcze bardziej, kieruje się niskimi pobudkami i sam wystawia sobie świadectwo, kim jest. Znęcanie się nad słabszym jest zawsze cechą ludzi prymitywnych.

Myślę, że to wynika po prostu z osobowości człowieka. Jak w każdym środowisku, tak i wśród egzaminatorów można spotkać ludzi sympatycznych, życzliwych, ale także zarozumialców i obcesowych ponuraków. Takich osobników zapewne dowartościowuje to, że mogą komuś okazać wyższość, kogoś oceniać i wydawać werdykty: zdał lub nie zdał. Śmiem przypuszczać, że ci sami egzaminatorzy – ważniacy pukając do drzwi dyrektora WORD-u są bardzo grzeczniutcy i nisko wiszą u klamki. A może jeszcze w domu znajdują się pod pantoflem własnej żony?

Warto jednak pamiętać, że każdy kij ma dwa końce. W dzisiejszych czasach często to egzaminatorzy są narażeni na różne afronty ze strony zdających, a nawet towarzyszących im z oddali tatusiów, narzeczonych itd. Jeśli egzaminator jest obrzucany wyzwiskami albo wyrwanymi z pojazdu lusterkami, to z drugiej strony trudno oczekiwać, by do każdego kolejnego zdającego pałał sympatią i miał na twarzy serdeczny uśmiech.

Wniosek stąd jest taki: chamstwo rodzi chamstwo i z tym powinno się walczyć po obu stronach.

Mniejsza jednak o to, czy egzaminatorzy są uśmiechnięci i sympatyczni, czy nie. Jeżeli mógłbym mieć do niektórych z nich o coś pretensje, to przede wszystkim o zbyt sztywne i formalistyczne trzymanie się litery rozporządzenia. Mam tu na myśli egzamin w ruchu drogowym.

Podstawowym zadaniem egzaminatora powinno być dokonanie oceny, czy osoba uczestnicząca w egzaminie ma wystarczające umiejętności i wiedzę, aby móc samodzielnie kierować pojazdem, czyli de facto rozpocząć samodzielną naukę, ale już bez instruktora.  

Te wszystkie zadania egzaminacyjne nr 1, 5, 9, 17 itd. to tylko wskazówka, na co należy zwracać uwagę. Gdybym ja egzaminował kandydata na kierowcę i widział, że ta osoba dobrze sobie radzi w ruchu drogowym, opanowała w podstawowym stopniu technikę kierowania pojazdem, umie myśleć, patrzy nie tylko przed siebie, ale i w lusterka, prowadzi pojazd płynnie i w miarę zdecydowanie, to z pewnością przymknąłbym oko na fakt, że skręcając najechała troszkę na linię, że spowodowała zgaśnięcie silnika, że nie udało się jej zmienić pasa ruchu…

Przecież pan egzaminator też kiedyś zdawał egzamin. Chciałoby się rzec: zapomniał wół, jak cielęciem był… Od egzaminatora też należy wymagać, aby umiał myśleć.

Z drugiej zaś strony, można przecież po 5 minutach jazdy poznać, że dana osoba nie ma predyspozycji i wystarczających umiejętności do kierowania pojazdem. Jeśli zobaczyłbym, że zdający nie myśli za kierownicą, że nie ma wyobraźni przestrzennej i wyczucia sytuacji ruchowej, że myli pedały i biegi, nie zna zasad pierwszeństwa, nie umie się skoncentrować, to nic by nie pomogło wykonanie wszystkich zadań egzaminacyjnych. Wciąż powtarzam, że nie każdy musi być kierowcą.

Pamiętajcie jednak, Szanowni Instruktorzy, że wszelkie wady egzaminatorów nie zwalniają Was od odpowiedzialności za szkolenie kursantów. Kursant jest Waszym „produktem”, to Wy dopuszczacie go do egzaminu państwowego, wydając stosowne zaświadczenie. Egzaminator tylko weryfikuje jakość Waszej pracy.

Wesołych Świąt Wielkanocnych i Mokrego Dyngusa!

Dyktator.

Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności czy efektywności publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej.