Jan Zasel o zielonej strzałce

/ /

Jan Zasel o zielonej strzałce

Data publikacji: 14 października 2014, 08:45 Data aktualizacji: 14 października 2014, 08:58
Autor: Jan Zasel
Jan Zasel o zielonej strzałce fot.: freeimages.com

Strzałka w postaci sygnału świetlnego występująca w sygnale S-2 funkcjonuje w naszym systemie prawnej regulacji ruchu od wielu lat. Nie było z tym kłopotów. Przeszkadza ona tylko tym genialnym kierowcom, którym zawsze się śpieszy i którym przeszkadzają również inne przepisy, a także inni uczestnicy ruchu.

Rozgorzała dyskusja nad taktyką stosowania wskazań sygnału S-2 zezwalającego na warunkowe skręcanie przy sygnale zamykającym ruch na wprost. Krakowianie znowu zaskoczyli nas inicjatywą, tym razem nie negatywną (poprzednia ich propozycja by uznać, że każdy wlot na rondo jest samoistnym skrzyżowaniem, podtrzymana przez policję, okazała się przysłowiowym niewypałem). Co do ewentualnej rezygnacji z fragmentu dyrektywy nakazującej zatrzymanie pojazdu przed wykonaniem zamierzonego skrętu, którą zgłosiło i umotywowało Małopolskie Stowarzyszenie Szkół Kierowców, trzeba sprawę rozważyć. Przy czym trzeba stwierdzić, że podana przez Krakowian motywacja jakoby sygnał S-2 umieszcza się w miejscach, gdzie nie ma kolizji z innymi uczestnikami ruchu, nie jest trafna. Jeśli w Krakowie taka sytuacja występuje oznaczałoby to błąd w działaniu tamtejszego inżyniera ruchu. Strzałka w postaci sygnału świetlnego występująca w sygnale S-2, oraz towarzyszący im przepis ogólny funkcjonują w naszym systemie prawnej regulacji ruchu od wielu lat. Nie było z tym kłopotów. Przeszkadza ona tylko tym genialnym kierowcom, którym zawsze się śpieszy i którym przeszkadzają również inne przepisy, a także inni uczestnicy ruchu. Co roku w wypadkach drogowych ginie kilka tysięcy ludzi, rannych zostaje kilkadziesiąt tysięcy i parę set zostaje kalekami.

Trudno namawiać właścicieli szkół kierowców by zostali altruistami i nauczali tego, czego powinni, lecz czego nie wymaga się na egzaminie. Nauczanie „pod egzamin”, jakikolwiek on jest, bardziej w tych warunkach opłaca się ekonomicznie.

Nie ma dotąd pewności co do tego, czy nie dzieje się to właśnie tylko za sprawą tych genialnych. Nie sądzę, by usunięcie fragmentu przepisu „…pod warunkiem, że kierowca zatrzyma się przed sygnałem…” poprawiło stan bezpieczeństwa w ruchu na naszych drogach. Jest również wielce wątpliwy wpływ takiej zmiany na przyśpieszenie  przepływu potoków pojazdów. Przepis ten ma zapobiec popełnieniu, przez zamierzającego skręcić, błędu niedostrzeżenia  uczestnika ruchu, który znajdzie się na jego torze ruchu. Zdawałoby się, że obowiązek zatrzymania można zastąpić obowiązkiem sprawdzenia, czy istnieją warunki do zrealizowania zamiaru skrętu. Ale to nie to samo. W aktualnej wersji przepisu obowiązek sprawdzenia jest, choć ma on charakter domyślny. Jest zawarty w dalszym brzmieniu zacytowanego wyżej przepisu i ma formę „…i nie spowoduje utrudnienia ruchu innym uczestnikom.” Obowiązek zatrzymania ma tu znaczenie psychologiczne. Fakt zatrzymania niejako wymusza obowiązek sprawdzenia, czy są warunki do kontynuowania skrętu. Jestem za tym ażeby omawiany przepis pozostawić w dotychczasowym brzmieniu.

Można by także, idąc w kierunku myślenia autorów tego pomysłu, podważyć sens obowiązku zatrzymania pojazdu gdy na drodze mamy znak „stop”. To też zabiera czas, aczkolwiek znawcy przedmiotu powiadają, że ta strata czasu nam się opłaca. Można by wreszcie podważyć sens stosowania limitu prędkości. Są nawet śmiałkowie, którzy podejmują próby udowodnienia, że jazda w obszarze zabudowanym i o dużym natężeniu ruchu prędkością ponad 100 km/h nie wywołuje niebezpieczeństwa.

Obserwacja ruchu wskazuje, że masowy napływ pojazdów samochodowych w ostatnich latach i pośpieszne przygotowanie kandydatów na kierowców uczyniły ruch chaotycznym. Słabo wyszkolony kierowca kieruje bezmyślnie. Jego jedyny cel – szybko dojechać do zamierzonego miejsca pomijając zupełnie sposób, w jaki to zrobi. Może więc na razie należałoby pomyśleć, jak doprowadzić do tego ażeby kandydat na kierowcę został wyposażony w pełny zasób wiadomości i umiejętności koniecznych do bezpiecznego i sprawnego kierowania pojazdem, a więc techniki, taktyki i odrobinę dynamiki w kierowaniu pojazdem. Trudno jednak namawiać właścicieli szkół kierowców by zostali altruistami i nauczali tego, czego powinno się nauczać, lecz czego nie wymaga się na egzaminie. Nauczanie „pod egzamin”, jakikolwiek on jest, bardziej w tych warunkach opłaca się ekonomicznie. 

Na marginesie tych rozważań trzeba wspomnieć, że oto przewiduje się powołanie komisji, która ma poddać weryfikacji aktualnie obowiązujące tzw. testy egzaminacyjne. Ich wartość merytoryczna – jak widać – została poddana w wątpliwość. Podobny los spotka kolejne testy jeśli ich opracowanie nie powierzy się zespołowi złożonemu z egzaminatorów z udziałem przedstawiciela instytucji, która zawodowo zajmuje się procesem edukacji. Wiadomo bowiem, że proces egzaminowania stanowi część składową procesu nauczania. Tak więc bez znajomości procesu nauczania nie sposób przystąpić do opracowania systemu egzaminowania. Autor aktualnie wprowadzonych testów, PWPW, ma – jak wiadomo – luźny związek z procesem nauczania.       

 

Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności czy efektywności publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej.