Kiedyś nie było jazdy bez eco drivingu

/ /

Kiedyś nie było jazdy bez eco drivingu

Data publikacji: 19 stycznia 2015, 15:47
Kiedyś nie było jazdy bez eco drivingu fot. freeimages.com

O doświadczeniach płynących z 40 lat działalności szkoleniowej, aktualnym stanie branży, opiniach na temat przepisów i tego, co powinno się w nich jak najszybciej zmienić opowiada w rozmowie z L-instruktorem Henryk Pantkowski, prezes RSWOSK w Bydgoszczy

Mija 15 lat odkąd otworzył Pan własny Ośrodek Szkolenia Kierowców. Oceniając minione lata, czy otworzyłby Pan OSK raz jeszcze? Czy podjąłby Pan tą samą decyzję co 15-lat temu?

Ja już szkolę ponad 40 lat. Nauka jazdy to u mnie tradycja rodzinna. Mój ojciec Leon, który po wojnie powrócił z robót w Niemczech kładł podwaliny pod obecny rynek szkolenia kierowców w regionie. Pracował w szkole i myślę, że nauczanie jazdy odziedziczyłem po nim. Uczciwie powiem, że to moja pasja, bo mówiąc szczerze nie da się na tym już dzisiaj zarobić. Nie ma z tego pieniędzy. Ja mam więcej satysfakcji, że po tylu latach mogę powiedzieć, że moi uczniowie jeżdżą z powodzeniem na całym świecie, od Australii po Kanadę. Nauczyłem jeździć wielu obecnych kierowców, także tych londyńskich. Aktualnie w tej branży to już praktycznie każdy wegetuje, ale ja nadal działam w Stowarzyszeniu i wierzę, że być może ranga zawodu instruktora powróci jeszcze do tej z lat 80-tych. Teraz powstało mnóstwo szkół, na podstawie doraźnych programów finansujących z Urzędów Pracy, wiele osób potraktowało OSK jako pomysł na łatwy i szybki biznes. Tymczasem prawdziwi instruktorzy z misją giną w tym tłumie. Jakość szkolenia niestety drastycznie spadła.

Dziś minęły dwa lata od wejścia w życie nowych przepisów ustawy o kierujących pojazdami. Jak podsumowałby Pan ten okres funkcjonowania nowej rzeczywistości prawnej z perspektywy przedsiębiorcy prowadzącego OSK? 

To był okres częstych zmian. Zdecydowanie zbyt częstych. Przecież przepisy związane z ruchem się wcale nie zmieniły, odkąd Polska ratyfikowała Konwencję Genewską nic się nie zmieniło. W tej chwili rzeczywistość prawna zmusza do operowania statystykami. Ważne są procenty, odsetki, wskaźniki, a nie jazda pojazdem. Przepisami i statystykami nie poprawimy bezpieczeństwa ruchu drogowego.

To jaka jest wobec tego, pana zdaniem - recepta na poprawę BRD?

Powiem tak: kiedyś kursant jeździł w mieście i poza miastem. Umiał reagować w różnych sytuacjach. Znał taktykę kierowania pojazdem, wiedział co oznacza to pojęcie. Dziś? Wrócę do tych liczb: liczą się statystyki. Kursanci chcą jeździć w kółko wokół WORDu, żeby zdać. Instruktorom też często zależy tylko na tym, na wyniku dającym się ukazać w tabeli, liczbami, a nie na rzeczywistym przekazaniu wiedzy. Teraz według mnie są kierowcy miejscy i pozamiejscy. Pierwsi boją się wyjechać na trasę, mają w jeździe pozamiejskiej problem z wyprzedzaniem i innymi manewrami, a to właśnie poza miastami dochodzi do najtragiczniejszych wypadków! Drudzy zaś - pozamiejscy - mają problem z jazdą po mieście. Nie umieją się zachować na większym skrzyżowaniu, panikują kiedy jedzie tramwaj.

Nie są wszechstronni?

Absolutnie. Ale wymusza to w pewien sposób sposób egzaminowania. Teraz egzaminator odhacza rubryczki, sprawdza po kolei umiejętność wykonywania poszczególnych, dokładnie opisanych zadań. Kiedyś egzaminator mówił: "wiesz, ogólnie nie jest źle, ale musisz jeszcze poprawić to i tamto". Dziś jednemu, przyzwoicie wyszkolonemu kandydatowi dwa razy nie zaskoczy kierunkowskaz i jest po egzaminie. Inny natomiast, zupełnie nieprzygotowany kursant zasiądzie za kierownicą egzaminacyjnego samochodu i mając trochę szczęścia wszystko mu się samo poukłada po myśli i zda. Dzisiejszy egzamin nie jest w stanie odzwierciedlić w sposób rzeczywisty umiejętności kandydata.

A "eco driving"? To nadal niestety brzmi tajemniczo, a praktyka pokazuje że wcale nie jest to "czarna magia"...

Starzy kierowcy, którzy jeździli epokę wstecz, zawsze jeździli "eko". Nie było innej możliwości, jazda miała swój rytm i melodię, to było wręcz konieczne. Dziś samochody są zupełnie inne, inaczej się je projektuje i produkuje. To po prostu nowocześnie brzmiące określenie czegoś, co każdy kierowca powinien znać. Moje auto ma 300 tys. km przebiegu, a komputer pokazuje 3,9 l/100km średniego spalania. Myślę, że przy takim przebiegu to niezły wynik. Wystarczy jeździć według pewnych reguł. To nietrudne.

Czy gdyby miał pan wybrać jedną rzecz, do natychmiastowej zmiany, korekty, poprawy w przepisach, wybrałby pan właśnie sposób egzaminowania? Trzeba to najpilniej zmienić?

Trudno powiedzieć o jednej rzeczy, bo zastrzeżeń jest mnóstwo. Oczywiście sposób egzaminowania na pewno należy zmienić. Osobiście jestem fascynatem jazdy motocyklem i z niemałymi obawami przyglądam się sytuacji, w której posiadacz prawa jazdy kategorii B może zgodnie z prawem, legalnie prowadzić motocykl mieszczący się w kategorii A1. Przecież jazda na motocyklu to zupełnie inna filozofia, tam praktycznie wszystko robi się zupełnie odwrotnie. Jazda jednośladem wymaga innego myślenia, innego działania. 19 stycznia 2013 zaostrzono szkolenie na motocykle, a po niedługim czasie otwarto taką furtkę...

Co powiedziałby Pan osobom, które rozważają dziś uruchomienie działalności dotyczącej szkolenia kierowców?

Już mówiłem, pieniędzy nie ma w tej branży. Trudno tak komuś poradzić, ale odpowiem w ten sposób. Moi synowie nie chcą przejąć po mnie biznesu. Mają przygotowane wszystko, markę znaną na lokalnym rynku, pojazdy, a mimo to nie chcą w to wejść. Ja osobiście jednak czuję się w tym dobrze. To mój fach, moje wykształcenie. Mimo, że zdrowie powoli zaczyna mi w tym przeszkadzać, to nadal staram się robić najlepiej to, co umiem.

fot. pfssk.pl

rozmawiał Jakub Szadkowski

Henryk Pantkowski (na zdjęciu) - wychowawca kilku pokoleń kierowców. Prezes zarządu Regionalnego Stowarzyszenia Właścicieli Ośrodków Szkolenia Kierowców w Bydgoszczy. Wieloletni nauczyciel i instruktor nauki jazdy w Zespole Szkół Zawodowych o profilu samochodowym. W latach 1973–2000 dodatkowo zatrudniony jako instruktor-wykładowca w bydgoskim Zakładzie Doskonalenia Zawodowego, gdzie m.in. szkolił instruktorów i egzaminatorów nauki jazdy. Od 2000 r. współwłaściciel firmy nauki jazdy pod nazwą P.U.„Europa” H & J. Pantkowscy. Posiada uprawnienia instruktorskie na wszystkie kategorie. Największą jego pasją są motocykle. Jako pierwszy w Polsce zrealizował swój pomysł nauki jazdy dwoma motocyklami (uczeń i instruktor na osobnych motocyklach)

Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji związanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania treści wyświetlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk oglądalności czy efektywności publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłączenia cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej.